Warsztaty gitarowe. Czy warto?

Warsztaty gitarowe. Czy warto?

Czołem gitarowi maniacy!

W dzisiejszym odcinku poruszymy temat letnich warsztatów gitarowych. Czy warto jechać na takie warsztaty? Na co zwrócić uwagę przy wyborze warsztatów i jakie są moje z tym doświadczenia.

Moje pierwsze letnie warsztaty gitarowe odbyły się w Bolesławcu w 2000 roku, czyli 22 lata temu. Bolesławiec, to piękne miasto położone nad Bobrem, z jeszcze piękniejszym wiaduktem kolejowym. Jednym z najdłuższych tego typu w Europie.

Warsztaty mają swój początek w festiwalu, który sięga 1990 roku. Niech Was nie zmyli nazwa warsztatów Blues Nad Bobrem. Rzeczywiście na warsztatach królował blues, ale wśród wykładowców znajdowały się również osoby związane ze światem jazzu jak np. Janusz Konefał, czy Paweł Serafiński.

No i właśnie w tym momencie, chciałbym przejść do zagadnienia związanego z wyborem warsztatów. Polecam Wam wybierać warsztaty, na których wykładają
znakomitości, o których wiecie, że są świetnymi muzykami i pedagogami. Takim przykładem niech będzie Leszek Cichoński, choć ja osobiście wykonałem zwrot w stronę jazzu dzięki Januszowi Konefałowi za co jestem mu ogromnie wdzięczny.

OK, to może wymienię pozostałych wykładowców z klas gitary: Krzysztof Misiak, Wojciech Seweryn, Roman Puchowski, Marek Raduli, Wojciech Szajwaj

Skąd wiedziałem, że mam do czynienia ze znakomitymi muzykami? Otóż działo się to wszystko w zamierzchłych czasach, kiedy TVP oferowała szeroką gamę programów edukacyjnych, takich jak na przykład gitarowe ABC Leszka Cichońskiego.

Program emitowany był w godzinach porannych przez co niejednokrotnie opuszczałem zajęcia szkolne. Poza tym nie wiele lat wcześniej (dokładnie w 1995) wyszła znakomita płyta Three Generations Trio. Płyta w klimatach fusion z Wojtkiem Pilichowskim na basie, Markiem Radulim na Gitarze i Zbigniewem Lewandowskim na bębnach.

Warsztaty gitarowe. Czy warto?
Zdj. Archiwum prywatne autora

W tymże składzie rozgrywali oni nie jeden jam session. Czasem z udziałem Pawła Serafińskiego na organach hammonda. Również pozostali instrumentaliści mieli do dyspozycji wspaniałych pedagogów. Wymienię chociażby:

Krystynę Prońko na wokalu, wspomnianego wcześniej Wojtka Pilichowskiego na basie oraz Tomasza Grabowego ( również na basie ), wspomnianego Zbigniewa Lewandowskiego na bębnach i Pawła Serafinskiego na organach hammonda.

Przykład Bartka Łęczyckiego – wirtuoza harmonijki ustnej pokazuje, że przy odpowiednim zaangażowaniu w warsztaty (i odpowiednim poziomie), warsztatowicze czasami stawali się wykładowcami, co miało miejsce właśnie w 2000 roku.

Jeśli chodzi o koszty 10-dniowych warsztatów to na tamte czasy było to 300 zł + koszty zakwaterowania w bursie szkolnej, lub szkole. Uważam, że było to naprawdę niewiele (jak za 10-dniowe warsztaty).

Jak wyglądał dzień?

Dziś z perspektywy czasu zastanawiam się jak można było wytrzymać takie tempo – ponieważ rano zaczynały się warsztaty i trwały one do wieczora jedynie z przerwą na obiad, a po warsztatach zaczynały się jam sessions niejednokrotnie przeciągające się do godzin rannych – i tak codziennie.

Jam sesions w 2000 roku odbywały się w nieistniejącym już Pubie Brytania, który to zawsze będę wspominał jako fantastyczne miejsce z telebimem, barem i boksami ze stolikami. Pub mieścił się na piętrze domu towarowego BOLKO, którego jedno skrzydło zostało całkowicie zburzone kilka lat później, a na jego miejscu stoi dziś stacja paliw jednej z dużych sieci.

Bursa szkolna będąca miejscem noclegów mieści się tam do dzisiaj (ul. Ogrodowa) i jest w niedużej odległosci od szkoły, w której również były noclegi. Zajęcia gitarzystów odbywały się w Domu Kultury, który mieści się nieopodal szkoły muzycznej, kilka ulic od miejsca zakwaterowania.

Gitarzyści mogli codziennie zmieniać wykładowcę, lub trwać przy tym, który im najbardziej odpowiadał. Z tego co pamiętam najwięcej godzin spędziłem u Leszka Cichońskiego, Janusza Konefała oraz niestety, nie żyjącego już dzisiaj Wojtka Seweryna.

Zdarzały się równierz przeszeregowania z klasy do klasy jeśli chodzi o poziom zaawansowania. Czasami w górę, a czasami niestety w dół. Podczas jam session można było tworzyć mieszane składy z wykładowcami w różnych proporcjach nauczyciel/uczeń. Mogliście poznać nowych, wspaniałych ludzi, a z identyfikatorem gitarzysty, to nawet fajne dziewczyny 🙂.

Jeśli chodzi o powstające naprędce zespoły, to prześcigały się one w wymyślaniu oryginalnych nazw takich jak na przykład „Krystyna Czubówna i Chłopcy!”. Na jam sessions wpadali niejednokrotnie znakomici muzycy spoza listy wykładowców.

Zadziwiające czasem było jacy muzycy, w jakich składach i w jakich utworach potrafią niesamowicie grać. Przykładem niech tu będzie Leszek Ciochoński, który kilka lat później wykonywał utworu Protocol Johna Scofielda, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Na zawsze także zapamiętam wspaniałego Pawła Serafinskiego grającego lewą ręką niesamowite walkingi, a prawą wyczyniającego najróżniejsze skomplikowane sola, a także ślęczącego (prawie codziennie) nad psującą się nonstop kolumną Leslie. W kolejnych latach ze znakomitości mogłem posłuchać między innymi Artura Lesickiego.

Organizatorką warsztatów (na tamten czas) była Pani Krystyna Juszkiewicz, wspaniała osoba, która w późniejszych latach wykazała się niebywałą życzliwością, także dla osób, które pojawiały się na warsztatach jako wolni słuchacze (wpadały na kilka dni). Pani Krystyna zawsze organizowała im zakwaterowanie.

Odpowiem teraz na pytanie zadane na początku. Czy warto jeździć na takie warsztaty? Jak najbardziej tak. W mojej ocenie 10 dni takich warsztatów, to jak dwa lata ćwiczeń w domu. Dlaczego? Ponieważ wszystko jest maksymalnie zintensyfikowane. Cały dzień poświęcasz graniu, a jam session rewiduje Cię w nocy.

Jam Sessions, integracja z muzykami-zawodowcami – to są rzeczy bezcenne, które pozostają na całe życie i mogą komuś niejednokrotnie zmienić jego życie. Dlatego apeluję teraz do wszystkich młodych gitarzystów. Korzystajcie z możliwości, jakie dają letnie warsztaty muzyczne. Jest to rzecz, którą naprawdę warto przeżyć.

… a teraz apel do tych tych starszych.

Jeżeli byliście w Bolesławcu w 2000 roku – napiszcie komentarz. Jeśli natomiast byliście na Bluesi Nad Bobrem wcześniej, lub później, to również chętnie przeczytam o Waszych doświadczeniach.

Pozdrawiam

Redaktor

Shopping Cart